0

Ile artysta zarabia na koncercie?

Ed Sheeran, fot. Markus Hillgärtner, http://www.markushillgaertner.de / CC BY-SA 3.0

Według wstępnych szacunków, wpływy biletowe z dwóch koncertów Eda Sheerana na PGE Narodowym mogą wynieść zawrotne 35 – 40 mln zł. To wynik historyczny nie tylko dla warszawskiego stadionu, bo do tej pory żaden wykonawca nie wyprzedał w Polsce dwóch koncertów stadionowych z rzędu. Wpisuje się to w ogólny trend coraz większego zainteresowania muzyką na żywo – nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.

Chcesz zarabiać? Koncertuj!

Według najnowszego raportu Citigroup, w 2017 roku cały amerykański rynek muzyczny wart był 43 mld dolarów (kwota detaliczna), z czego segment koncertowy wyniósł ok. 8 mld dolarów (tj. 18,6% rynku) – dwa razy więcej niż przychody z subskrypcji audio (ok. 4,1 mld). Co więcej, po podliczeniu wszystkich kosztów w łańcuchów pośredników, wykonawcy (główna gwiazda wraz z supportem) z początkowej wartości wpływów biletowych dostają 37% – czyli całkiem sporo – podczas gdy w przypadku Spotify czy Apple Music Citigroup oszacowało, że do kieszeni muzyków trafia… ok. 3,9% początkowej wartości subskrypcji!

Nic więc dziwnego, że to właśnie koncerty są głównym źródłem dochodów dla artystów-wykonawców – stanowią one aż 58,6%! Dla porównania w 2017 roku streaming płatny stanowił zaledwie 3,2% przychodów w budżecie przeciętnego amerykańskiego muzyka.

fot.: Raport „PUTTING THE BAND BACK TOGETHER” / Citigroup 2018

Ale to nie koniec! W ciągu ostatnich dwóch dekad to właśnie przemysł koncertowy notuje największy boom spośród wszystkich źródeł przychodów muzyków – o 1998 roku wzrósł aż 5-krotnie.

fot.: Raport „PUTTING THE BAND BACK TOGETHER” / Citigroup 2018

Model rozliczeniowy z artystą

Oczywiście nie istnieje jeden uniwersalny „wzór”, który pozwala na wyliczenie ile z ceny biletu trafia do kieszeni koncertującego wykonawcy. Szczególnie w przypadku kameralnych występów, honoraria potrafią być uzależnione od wielu czynników, a najdziwniejszy z jakim się spotkałem to… udział w sprzedaży alkoholu w klubowym barze.

Jednak w przypadku dużych promotorów i międzynarodowych gwiazd takich jak Sheeran stosuje się najczęściej model minimalnego wynagrodzenia z udziałem od zysku. Oznacza to, że promotor (firma, która zajmuje się organizacją koncertu – wynajęciem obiektu, współpracą z dystrybutorami biletów, przygotowaniem zaplecza technicznego i socjalnego, opłata OZZ) zobowiązany jest, niezależnie od wpływów biletowych, wypłacić artystom minimalne honorarium.

Właśnie wygórowane minimalne wynagrodzenie jest często głównym powodem, dla którego duże zagraniczne gwiazdy do Polski nie przyjeżdżają. Świetnym przykładem jest Taylor Swift, która życzy sobie co najmniej 1 mln dolarów od daty a jednocześnie polskie wyniki sprzedaży jej muzyki nie są specjalnie wyjątkowe. „reputation” nie otrzymało u nas żadnego wyróżnienia za sprzedaż a single z płyty nie były zbyt popularne w radiu (najbardziej rozgrane były „End Game” z zasięgiem 110 mln i „Delicate” z 82 mln; dla porównania „Shape of You”, „Perfect” i „Galway Girl” uzyskało łącznie ponad miliardowy impakt w polskich rozgłośniach). Żaden promotor po prostu nie zaryzykuje, żeby ściągnąć Swift do naszego kraju.

Jeśli jednak koncert okaże się sprzedażowym hitem i przyniesie promotorowi zysk (tj. wpływy ze sprzedaży biletów będą większe niż koszty organizacyjne), ten zobowiązany jest podzielić się nim z artystą (z reguły w stosunku 85/15 – 85% artysta, 15% promotor), ale tylko w sytuacji, kiedy udział wykonawcy w zysku przewyższa jego minimalne honorarium.

Manager, agent, support

Żaden poważny koncert nie może odbyć się bez supportu i mimo że występowanie przed gwiazdą wieczoru otworzyło nie jednemu zespołowi drogę do światowej kariery, to jednak standardem jest wynagrodzenie dla „rozgrzewających” publiczność wykonawców. Tutaj sprawa jest wysoce indywidualna – znane supporty są wstanie wynegocjować nawet 50%, mało znane… muszą dopłacić, aby móc zaprezentować się szerszej publiczności.

Ale to nie koniec „potrąceń” z honorarium. Wartość czasu czołowych artystów liczy tysiącach dolarów na godzinę i nic dziwnego, że nie zajmują się osobiście sprawami „biznesowymi” – to obowiązek ich managerów. Manager z reguły pobiera ok. 15 – 20% wynagrodzenia artysty, którego reprezentuje, chociaż znane są przypadki wyższych udziałów – Tom Parker, manager Elvisa Presley’a wynegocjował 50% stawkę w przychodach Króla Rock and Rolla.

W przypadku tras koncertowych, artyści zatrudniają dodatkowo tzw. agentów bookingowych (z reguły z całym zapleczem wyspecjalizowanych agencji). Ich zadaniem jest planowanie tras koncertowych, wybór obiektów i ścisła współpraca z promotorami, na którą nie ma czasu manager. Z reguły wynagrodzenie agentów wynosi 5 – 10% przychodów artysty. 

W praktyce wyglądać to może tak (rachunek uproszczony):

Źródło: opracowanie własne, Citi Research, „All You Need to Know About the Music Business”, Billboard