0

Jak bitcoin może zmienić biznes publishingowy

fot. pixabay.com

fot. pixabay.com

Trzy najważniejsze stowarzyszenia autorów i kompozytorów – ASCAP (USA), SACEM (Francja) i PRS (UK) zapowiedziały wdrożenie technologii blockchain – stworzonej na potrzeby bitcoinów – do systemu zarządzania repertuarem. Jeśli ambitne plany zostaną zrealizowane, będziemy mieć rewolucję publishingową. 

ASCAP, SACEM i PRS w ostatnim komunikacie prasowym ogłosiły, że zawiązały współpracę nad badaniem potencjalnych możliwości wykorzystania technologii blockchain. Ma być to krok w kierunku nowego podejścia do zarządzania danymi copyrightowymi z wielką korzyścią dla twórców. Z chęcią pochyliłem się nad pomysłami stowarzyszeń oraz potencjalnymi korzyściami. Jednym słowem: może czekać nas rewolucja.

Bitcoin, czyli kryptowaluta

Bitcoin jest najpopularniejszą z tzw. kryptowalut. Jej idea (dużym uproszczeniu) polega na tym, że środkiem rozliczeniowym nie jest banknot czy moneta, a wygenerowany specjalnymi metodami ciąg bitów (klucz). Żeby taki ciąg mógł być uznawany za bitmonetę, musi spełniać szereg warunków – choćby taki, że nie może go wygenerować każdy* i nie może być podrobiony – podobnie jak banknoty, których nie można po prostu wydrukować albo skserować.

* Tak naprawdę to bitcoiny generują właśnie użytkownicy, którzy włączają do sieci P2P swoje komputery rozwiązujące problemy kryptograficzne. Rozwiązanie problemu matematycznego, po weryfikacji i akceptacji przez inne komputery, staje się bitcoinem, który zdobywa użytkownik. W ten sposób zachęca się userów do udostępniania swojej mocy obliczeniowej. Proces generowania bitmonet nazywany jest potocznie „kopaniem” lub „wydobyciem”.

Poza nadzorem nad generowaniem bitmonet, ogromnym wyzwaniem stojącym przed twórcami kryptowaluty, było prowadzenie ksiąg rachunkowych, czyli innymi słowy bazy ze wszystkimi, przeprowadzonymi operacjami. To bardzo ważne – aby kryptowaluta miała jakąkolwiek wartość, konieczna jest kontrola nad liczbą bitmonet w obiegu i aby jedna partia bitcoinów nie została zdublowana (nie jest przecież problemem skopiować plik portfela bitcoinów, a nie może zdarzyć się sytuacja, kiedy dwoje użytkowników płaci jednocześnie tym samym bitcoinem, albo jeden użytkownik próbuje zapłacić nim dwukrotnie).

Tradycyjne banki, które oczywiście również prowadzą taką ewidencję, wykorzystują centralne bazy danych. O ile część danych można rozbijać na mniejsze, lokalne zasoby, to historia wszystkich przepływów finansowych musi znajdować się w jednej, głównej bazie. Przyczyna jest prosta – wszystkie operacje muszą być wykonywane w czasie rzeczywistym – gdyby występowało jakieś opóźnienie związane z brakiem synchronizacji między bazami, mogłoby dojść do sytuacji, kiedy użytkownik dysponuje pieniędzmi, których… nie ma.

Wadą jednej, centralnej bazy jest to, że ktoś musi nią administrować. W przypadku banków jest to szczególnie niebezpieczne, bo administrator bazy może dowolnie modyfikować rekordy wewnątrz niej. Oczywiście, nad bankami znajduje się szereg instytucji kontrolujących transakcje, jednak w przypadku bitcoinów, które nie są kontrolowane przez żaden rząd (ba, nie wiadomo nawet kto je wymyślił!), centralna baza oznaczałaby brak wiarygodności i rychły upadek kryptowaluty. Dodatkowo, im większa baza i większe wykorzystanie zasobów, tym serwery muszą mieć większą wydajność. A to niemały koszt, na który mogą pozwolić sobie jedynie banki…

Blockchain

Twórcy bitcoina naleźli i na to sposób. Zamiast jednej bazy stworzono tzw. bazę rozproszoną zwaną łańcuchem bloków (ang. blockchain). W dużym uproszczeniu – historia wszystkich operacji trzymana jest w paczkach danych zwanych blokami. Bloki te są zależne od siebie i powiązane w łańcuchy w taki sposób, że nowy blok (następnik) zawiera informację o poprzednim bloku. To rozwiązanie sprawia, że:

  • po pierwsze – dołączenie nowej partii danych jest możliwe, gdy te są spójne z danymi poprzednimi
  • po drugie – nie można w łańcuchu bloków wprowadzić żadnych modyfikacji – ta zostanie w prosty sposób wykryta.

Innymi zaletami bazy blockchain jest to, że dane znajdują się w wielu kopiach (każdy może pobrać pełną historię danych i zweryfikować dowolne operacje – z zachowaniem anonimowości klientów) i każdy w dowolnym momencie do takiej bazy może dodać nowy blok danych (oczywiście po odpowiedniej akceptacji).

Te ostatnie cechy szczególnie zainteresowały: PRS (UK), SACEM (Francja) i ASCAP (USA). Stowarzyszenia te są zagranicznymi odpowiednikami polskiego ZAiKSu – pobierają inkaso (pieniądze) w imieniu twórców za wykorzystywanie ich muzyki, po czym dzielą je (po potrąceniu swoich kosztów) między uprawnionych – jest to tzw. repartycja tantiem. Żeby naliczyć pieniądze na dany utwór a następnie na uprawnionych – autorów, spadkobierców, publisherów, muszą mieć odpowiadającą kompletną rejestrację w swoim systemie. Problemem jest, kiedy autorzy zarejestrowali utwór np. we Francji, a eksploatacja ma miejsce w Czechach. Francuski SACEM i czeska OSA mają umowę o wzajemnej reprezentacji, co znaczy, że repertuar francuski chroniony jest przez czeskie stowarzyszenie. Ale przecież utwór pierwotnie trafił do bazy SACEM, nie OSA! Co prawda stowarzyszenia zrzeszone w ramach organizacji CISAC wymieniają się między sobą za pośrednictwem sieci CIS-NET, ale wymiana ta nie jest efektywna* (spróbujcie znaleźć w wyszukiwarce np. GEMA polski utwór!).

* Mimo że autorzy utworu mają takie same podziały na całym świecie, to lista uprawnionych do pobierania tantiem – publisherów – w każdym z kraju może być inna. Tak więc transfer całego łańcucha praw między stowarzyszeniami – pomijając kwestie informatyczne – nie jest prosty!

A to jednak dopiero początek problemów – żeby podzielić zainkasowane pieniądze, należy połączyć dane źródłowe (np. przygotowane przez rozgłośnię radiową) z danymi w bazie – jest to tzw. automatching. Nie jest to proste, kiedy metadane różnią się w mniejszym lub większym stopniu od tych w bazie stowarzyszenia. Co więcej – w przypadku serwisów cyfrowych do dyspozycji mogą być wyłącznie takie informacje jak tytuł i wykonawca, ewentualnie ISRC, a nie lista autorów (to kombinacja tytuł+autorzy stanowi podstawowy klucz dla stowarzyszeń autorskich). Przykładowo serwisy takie jak Spotify czy YouTube przesyłają do ZAiKS przepastne (w 2016 roku brytyjski PRS przeprocesował… ponad 4 bilony rekordów) listy metadanych – nie zawsze z dołączonym wykazem autorów. To zadaniem ZAiKSu jest zidentyfikowanie jaki utwór i w ilu procentach jest chroniony przez stowarzyszenie. Brak zmatchowania z bazą = brak pieniędzy z serwisu dla twórców!

Rozproszona baza danych

Dużym uproszczeniem całego zadania byłoby przechowywanie wszystkich danych o rejestracjach łącznie z identyfikatorami takimi jak ISRC czy ISWC w jednej, globalnej bazie, do której mają dostęp wszystkie stowarzyszenia. Każde ze stowarzyszeń w swoich systemach przetrzymuje dodatkowe dane pozwalające zidentyfikować dany utwór, jednak wymiana tych informacji poważnie kuleje, na czym tracą wszyscy. Kuleje, bo każde stowarzyszenie przechowuje dane w nieco innym formacie. Kuleje, bo przesyłanie danych przez sieć wewnętrzną CIS-NET wymaga czasu. I tutaj rozwiązać problem ma baza oparta na technologii blockchain.

PRS, ASCAP i SACEM spróbują w oparciu o łańcuchy bloków stworzyć rozproszoną bazę z identyfikatorami pozwalającymi automatchować rekordy od dostawców cyfrowych z rejestracjami. PRO zapewne chciałyby, aby wyglądało to tak: wszystkie stowarzyszenia przekazują do ogólnej bazy rekordy rejestracji w postaci bloków dołączanych do łańcucha danych. Następnie, jeśli w trakcie automatchowania stowarzyszenie zidentyfikuje nowy identyfikator utworu (np. kod ISRC nagrania, które zawiera daną kompozycję), przesyła go do bazy. W ten sposób inne stowarzyszenie wykonując swoje automatchowanie zaoszczędzi czas na szukaniu utworu w bazie blockchain i będzie mogło zająć się kolejnym utworem.

Jedna wspólna (ale rozproszona) baza może znacząco przyspieszyć pracę organizacji zbiorowego zarządzania, które tak naprawdę „podzielą się” pracą dopasowywania dokumentacji użytkowników do swojego repozytorium. Ta zmiana nie tylko przyspieszy proces dystrybucji tantiem do autorów czy zwiększy ich wartość poprzez większą liczbę dopasowań. W przypadku streamingu organizacje zbiorowego zarządzania wprowadzają minimalne progi ograniczające i tak przepastne pliki – przykładowo PRS analizuje utwory, które wygenerowały w UK ponad £0.035 (freemium) i £0.025 (premium) – obejmuje to 95 – 97% eksploatacji (dane za październik 2013), ale już dla niektórych terytoriów europejskich jest to nawet zaledwie 50-kilka procent. Większa moc przerobowa dzięki bazie blockchain to nie tylko szybsze automatchowanie, ale przede wszystkim – obejmujące większą liczbę linii, która tak czy inaczej się zwiększa (w 2016 o 80%!).

Dalsze plany zależeć będą oczywiście od tego, jak wypadnie projekt w pierwszej fazie. Jeśli jednak okaże się, że rozproszona baza oparta na algorytmach blockchain sprosta oczekiwaniom, kolejnym krokiem może być globalna baza repertuaru z uwzględnieniem licencji terytorialnych publisherów. To z kolei oznaczałoby zmianę działania krajowych stowarzyszeń autorskich – ale do tego droga bardzo daleka.