1

Spotify pozwane na miliony dolarów

Spotify pozwane na miliony dolarów

Spotify pozwane na miliony dolarów fot. KC Green

Spotify zostało pozwane przez wydawców muzycznych reprezentujących autorów i kompozytorów. Znowu… Kością niezgody po raz kolejny są tantiemy mechaniczne. Najlepsze w tym całym sporze jest to, że na samym końcu stracić mogą… pozywający, a rykoszetem dostać cały biznes muzyczny.

Spotify pozwane… znowu

W ostatnich miesiącach można zauważyć prostą zależność – im więcej pieniędzy generuje streaming, tym bardziej napięte stosunki między serwisami muzycznymi a właścicielami praw do kontentu. O tym, że od ponad roku trwa szarpanina między YouTube’m (Googlem będąc bardziej precyzyjnym) a branżą muzyczną w sprawie prawa bezpiecznej przystani wiecie już doskonale (a jeśli nie, zajrzyjcie tutaj). Tym razem mamy nową potyczkę – między publisherami (czyli firmami reprezentującymi autorów i kompozytorów, a nie jak w przypadku wytwórni – wykonawców) a Spotify.

Spór dotyczy tzw. tantiem mechanicznych, które w świetle amerykańskiego prawa, zgodnie z „Compulsory Mechanical Licensing Law” serwisy takie jak Spotify powinny bezpośrednio wypłacać albo autorom i kompozytorom, albo pośrednio przez reprezentujących ich wydawców muzycznych (publisherów). * Żeby zrozumieć cały problem, na początek trochę teorii.

* W całym wpisie pod pojęciem „tantiemy” będę miał na myśli należności  tytułu praw autorskich (prawa autorów i kompozytorów). Spotify poza tym strumieniem pieniędzy płaci także oczywiście właścicielom praw pokrewnych, czyli wytwórniom fonograficznym. Ich ten spór nie dotyczy… jeszcze (na dole wpisu okaże się, że oni również będą zainteresowani).

Pola eksploatacji

Zależnie od kraju i obowiązującego prawa, muzykę można wykorzystywać na wielu różnych polach eksploatacji: publiczne odtwarzanie, publiczne wykonywanie, utrwalanie i zwielokrotnianie, nadawanie itd. W praktyce rozliczeń autorskich nikt tych wszystkich pól nie wyróżnia, a wydziela się trzy grupy praw:

  • Prawa publiczne
  • Prawa mechaniczne
  • Prawa do synchronizacji (zarządza nimi bezpośrednio autor lub wydawca w jego imieniu – nie OZZ)

Wydzielenie dwóch pierwszych pól ma charakter dość historyczny – dawniej muzyki można było słuchać albo jeśli ktoś ją wykonywał na żywo, albo jeśli zapisał ją na jakimś fizycznym nośniku (np. pierwotnie – na tzw. piano roll). I tak też większość pól eksploatacji wymienionych wyżej łatwo można przyporządkować do jednej z dwóch kategorii – wiadomo, że publiczne odtwarzanie należy do grupy praw publicznych, a tantiemy ze sprzedaży płyt CD są rozdzielane zgodnie z prawami mechanicznymi.

Internet – mechana czy performance?

Są jednak pola mniej oczywiste i takim jest internet. Czy sprzedaż plików cyfrowych to czysta mechana, skoro jednak je udostępniamy? A streaming może być regulowany udziałami praw publicznych, skoro Spotify umożliwia zapis piosenki i odsłuch off-line? Granice są tutaj niejasne, dlatego też w każdym kraju tantiemy z internetu dzielone są nieco inaczej. W Polsce ZAiKS alokuje przychody z pobrań płatnych (np. iTunes) w proporcji mechana do performance równym 65/35 a w przypadku streamingu (np. YouTube) – 35/65. Dla odmiany w Wielkiej Brytanii podziały wynoszą odpowiednio 75/25 i 50/50 a Niemczech – 67/33 i 33/67.

Tak czy inaczej w Europie te splity nie mają żadnego znaczenia, bo zazwyczaj te same stowarzyszenie pobiera obie grupy tantiem jednocześnie (Polska), a jeśli nawet istnieją dwa stowarzyszenia, to tak naprawdę korzystają z jednego systemu (w UK – PRS/MCPS). W USA jest inaczej. O ile zarządzaniem prawami publicznymi odpowiadają stowarzyszenia podobne do polskich (z tym, że jest ich aż 4: non-profit BMI i ASCAP, oraz komercyjne SESAC i GMR), to już nie istnieje amerykański odpowiednich stowarzyszenia pobierającego tantiemy mechaniczne (wiem, istnieje HFA, ale o tym dalej).

Compulsory mechanical licence

Przepływ tantiem mechanicznych w USA najlepiej pokazać na przykładzie. W świetle amerykańskiego prawa, jeśli napisałeś piosenkę i już ją co najmniej raz oficjalnie udostępniłeś, każdy może nagrać jej kolejną wersję (cover) i wydać na płycie CD lub w serwisie internetowym, ale zaraz po tym musi się do Ciebie (lub podmiotu reprezentującego Twoje prawa) bezpośrednio zgłosić, a Ty MUSISZ udzielić mu zgody na reprodukcję utworu. Właśnie ta zgoda – mówiąc bardziej formalnie – licencja – nazywana jest w USA „compulsory mechanical licence”.

Opłaty licencyjne – tzw. stawki ustawowe – w tym przypadku są regulowane przez Copyright Royalty Board. Obecnie (bo trzeba pamiętać, że co kilka lat ulegają zmianie) wynoszą np:

  • 0,091 dolara za utwór do 5 minut w przypadku utrwalenia na fizycznych nośnikach (CD, LP)
  • 0,091 dolara za utwór do 5 minut w przypadku sprzedaży cyfrowej (Permanent Digital Downloads, np. iTunes)
  • 0,24 dolara w przypadku dzwonków telefonicznych

W przypadku streamingu, sprawa wygląda bardziej skomplikowanie…

Opłaty licencyjne za streaming w USA

fot. HFA

Oczywiście – strony mogą zgodzić się na inne stawki, np. autorzy na niższe lub użytkownicy muzyki na wyższe, ale zdarza się to rzadko (np. kiedy wykonawca wydający płytę jest jednocześnie autorem muzyki – zazwyczaj w umowach z wytwórnią pojawia się zapis obniżający stawkę za utrwalenia; wspominałem o tym w tym wpisie).

Autorze, gdzie jesteś?

W krótkich słowach, od technicznej strony mechanizm uzyskania licencji mechnicznej wygląda tak:

  1. Identyfikacja wszystkich współautorów piosenki.
  2. Identyfikacja wszystkich właścicieli praw mechanicznych (mogą to być autorzy lub publisherowie)
  3. Kontakt z właścicielami praw i popisanie licencji
  4. Opłata według stawek ustawowych lub innych w przypadku zgody obydwu stron.

Wydaje mi się, że nie muszę wyjaśniać dlaczego jest to bardzo niewygodna procedura, szczególnie punkt pierwszy i drugi. Niemniej jednak do tej pory powyższy model… działał. Możliwe było to dlatego, że „użytkownikami” były wytwórnie muzyczne, które zawierały licencje mechaniczne z tytułu zwielokrotniania płyt CD/LP oraz sprzedaż cyfrową (iTunes).

Ze streamingiem jest nieco inaczej (patrz – grafika wcześniej). Serwisy takie jak Spotify płacą zarówno tantiemy autorskie z tytułu praw publicznych do PRO (ASCAP, SESAC, BMI, GMR) w ramach blanket license (umowa na cały repertuar), ale także tantiemy mechaniczne. I tu pojawia się clue problemu – w jaki sposób Spotify ma zidentyfikować wszystkich autorów i właścicieli praw w ponad 40-milionowym katalogu? Odpowiedź jest prosta: nie może zrobić tego w 100%. Wie o tym Spotify i wiedzą o tym pozywający Spotify wydawcy i autorzy. 

Dane, dane, dane

Fakt faktem, Spotify przez wiele miesięcy ignorowało problem błędów w swoich systemach rozliczeniowych. Uwagi zgłaszał m.in. Audiam – bez odzewu. Za uzyskiwanie licencji mechanicznych w imieniu Spotify odpowiada Harry Fox Agency – jest to pewna „proteza” naśladująca działanie europejskich stowarzyszeń autorskich w kwestii mechany założona przez NMPA.* Niestety, baza HFA posiada wiele braków a i efektywność automatchowania pozostawia wiele do życzenia. Niestety, dopiero pozwy sądowe sprawiły, że Spotify zauważać problem.

* Fun fact – polscy autorzy bez publisherów nie dostają tantiem mechanicznych z USA, ponieważ HFA przez lata nie było członkiem CISAC a ZAiKS nie miało z nim umowy. Należności z tytułu pobrań w iTunes czy sprzedaży płyt tak naprawdę całkowicie przepadały.

I tak po pierwszych kilku pozwach wydawało się, że Spotify wyraża chęć wdrażania nowych narzędzi, które pozwolą zmniejszyć odsetek niewypłaconych należności. Po pierwsze Spotify kupiło startup Mediachain, który miał pomóc lepiej zarządzać metadanymi utworów w bazie serwisu, a co za tym idzie – poprawić identyfikację właścicieli praw mechanicznych (tak na marginesie to nakręciło w przemyśle muzycznym obsesję na punkcie technologii blockchain).

Po drugie, po dyskusji dot. praw osobistych autorów jaką rozpoczął dyrektor Sony/ATV Martin Bandier (więcej tutaj), RIAA ogłosiło, że będzie przywiązywać większą wagę do metadanych, jakie wytwórnie przesyłają do serwisów strumieniowych wraz z plikami audio. To może nie rozwiązałoby w 100% problemu licencji mechanicznych, ale na pewno poprawiłoby efektywność rozpoznawania autorów i kompozytorów przez Spotify.

Szczerze mówiąc, po tych krokach można było mieć nadzieję, że następnym będzie zacieśnianie współpracy między serwisami takimi jak Spotify, wydawcami, wytwórniami i organizacjami zbiorowego zarządzania aż do stworzenia bardzo potrzebnego repozytorium łączącego informacje o utworach (works) i nagraniach (recordings). Bo, to co dla mnie jest niepojęte, w XXI wieku nie istnieje jakaś sensowna muzyczna baza danych.

Streaming – jednak nie reprodukcja?

Niestety – pod adresem Spotify zaczęły pojawiać się kolejne pozwy sądowe, Daniel Ek powiedział: dość. I teraz wróćmy do trzeciego akapitu i pytania – czy streaming zaliczać do kategorii eksploatacji mechanicznej czy praw publicznych. Dokładnie to samo pytanie postawił przedstawiciel szwedzkiego serwisu udzielając jednocześnie odpowiedzi: streaming nie ma nic wspólnego z reprodukcją i dystrybucją. 

Trochę techniki – streaming polega na przesyłanie pakietów danych od nadawcy do odbiorcy (słuchacza) za pośrednictwem internetowego protokołu TCP (w przypadku Spotify). Pakiet to nic innego jak niewielki fragment danych, który po złożeniu z pozostałymi pakietami tworzy całą wiadomość (tutaj: nagranie). Pakiety „sklejane są” w buforze pamięci operacyjnej (RAM) i mogą być zapisane na dysku twardym, w celu ich późniejszego odtworzenia (np. przy braku dostępu do sieci).

O ile przechowywania danych w RAMie raczej nie można nazwać „reprodukcją” – przynajmniej w USA, bo radia internetowe takie jak Pandora nie muszą płacić tantiem mechanicznych – to już zapisywanie tymczasowych kopii na dysku – tak. Z drugiej strony – nikt fizycznie do tych kopii nie ma dostępu, więc nie można ich traktować jak typowe „pliki MP3”.

Co ciekawe podobny problem sąd amerykański już rozstrzygał w sprawie tzw. rejestratorów DVR. Rejestratory DVR umożliwiają nagrywanie sygnału telewizyjnego (live) i przechowywanie treści w chmurze w celu późniejszego odtworzenia. Z tej technologii korzysta firma Cablevision za co została pozwana przez koncerny filmowe. Te stwierdziły, że Cablevision utrwala chronione treści bez licencji. W 2008 roku sąd uznał, że ptrzetrzymywanie kopii tymczasowych (nawet zapisanych na twardych dyskach) NIE JEST REPRODUKCJĄ. Więcej tutaj.

Spotify = radio internetowe?

Gdyby rzeczywiście amerykański sąd uznał, że w ramach streamingu interaktywnego nie wykonuje się reprodukcji i dystrybucji chronionych treści, miałoby to poważne konsekwencje. Wtedy serwisy takie jak Spotify czy YouTube zaczęłyby być traktowane jak obecnie radia internetowe (np. Pandora). Po pierwsze licencje na prawa autorskie uzyskiwałyby wyłącznie od PRO (blanket licence od ASCAP, SESAC, BMI i GMR), co oznaczałoby, że 100% tantiem najpierw przechodziłoby przez pośredników w postaci organizacji zbiorowego zarządzania. To z kolei oznacza, że tantiemy mechaniczne, które do tej pory trafiały bezpośrednio do wydawców, byłyby pomniejszane o prowizję stowarzyszeń (model europejski).

Po drugie Spotify przestałoby się rozliczać… z wytwórniami fonograficznymi! W USA radia internetowe rozliczają się za prawa pokrewne poprzez organizację SoundExchange (obecnie należy do SESAC), które rozdzielają tantiemy weług klucza 45% dla wykonawców głównych, 5% dla muzyków sesyjnych i 50% dla wytwórni. Dla wytwórni oznaczałoby to drastyczny spadek zysków. Po pierwsze aktualnie wypłacają wykonawcom mniej niż 50% dochodów z digitalu (chyba, że wykonawca ma silną pozycję). Po drugie zawsze istnieje zagrożenie, że SoundExchange nie połączy dokumentacji z serwisów cyfrowych z rejestracjami labeli – jest to częste zjawisko w stowarzyszeniach autorskich (tzw. unidentified performances lub suspense).

Tak więc nie wierzę, że Spotify wygrałoby z połączonymi siłami lobby NMPA i RIAA, niemniej jednak stawiam, że informacja o podważaniu sensowności compulsory mechanical license spowodowała lekką panikę. 

Reasumując: przed nami kilka gorących miesięcy w trakcie których prawdopodobnie ustalą się nowe reguły rządzące streamingiem. Na czyją korzyść przechyli się szala zysków? Będę obserwował całą historię.